FRAGMENTY KSIĄŻEK

fragmenty książek

Mój mąż, mój anioł

„W dziesiątą rocznicę naszego ślubu otrzymaliśmy w prezencie zdrowie, poszerzoną świadomość swojego życia i nową rodzinę. Wszyscy, łącznie z naszymi rodzinami – moją i męża – świętowaliśmy ten cud. Wstępując w związek małżeński, miałam za sobą studia teologiczne oraz studium rodziny. W zasadzie miałam wiedzę, która powinna wystarczyć, aby zbudować trwały i szczęśliwy związek – takie miałam wówczas przekonanie. Popełniłam ten sam błąd, który popełnia
wielu młodych ludzi: oczekiwałam od partnera spełniania i realizacji moich marzeń. Oczekiwałam, że jego obecność zapełni pustkę, którą wypełnić mogę tylko ja sama – to nie należy do obowiązków partnera. Partner nie jest po to, by rekompensować moje poczucie wybrakowania, lecz po to, by w dopełnieniu z ukochaną osobą stworzyć pełnię.

Będąc na warsztatach Totalnej Biologii, od Gilberta usłyszałam zdanie: Małżeństwo jest po to, aby rozwiązywać problemy, które mamy we dwoje, a które nie pojawiłyby się, gdybyśmy byli sami. Mądre powiedzenie. Zrozumiałam, że spośród wszystkich mężczyzn wybrałam takiego, który doskonale ukazuje mi moje trudności, emocje i zachowanie. Choroba mego męża była jednocześnie odpowiedzią na moje dolegliwości, o których napisałam w końcowej części książki. Wcześniej nasz związek był nasycony wzajemnymi żalami i pretensjami: o wspólny pobyt u rodziców, o wspólny udział we mszy, o to, kto i ile czasu poświęca dzieciom. Choroba nowotworowa pokazała nam inne wartości, które każdego dnia staraliśmy się pielęgnować. Postanowiłam, że pozwolę mężowi decydować o sobie. Pozostawiłam
mu zatem całkowitą autonomię w jego wyborach i podejmowanych decyzjach. Nie możemy decydować za siebie nawzajem, niezależnie od tego, jak irracjonalne decyzje podejmuje małżonek. Każdy z nas, choć trwa w związku, nie może zapominać, że nadal jest istotą mającą wolną wolę, prawo do szczęścia i swej samorealizacji.”

Mój mąż, mój anioł

„2011 rok
Byliśmy małżeństwem z dziesięcioletnim stażem. Z wykształcenia jestem teologiem, pedagogiem w zakresie wychowania do życia w rodzinie i wychowania seksualnego oraz doradcą życia duchowego. Dodatkowo jestem żoną i matką dwóch córek. W tamtym czasie prowadziłam katechezy przedmałżeńskie oraz pracowałam w poradni dla narzeczonych. Żyjąc w małżeństwie i wychowując dwie córki, wspólnie z mężem pokonaliśmy wiele przeszkód, które nieraz wymagały głębokiej wiary i nadziei. Za każdym razem, gdy natrafialiśmy na trudności, pojawiało się Światło, które wyznaczało nam cel i dalszą drogę. Również nadzieja zawsze towarzyszyła nam w tej drodze i w zmaganiach z problemami.
Najtrudniejszym dla nas doświadczeniem i wyzwaniem była praca związana z chorobą męża. Traktowałam ją jak trudne doświadczenie, które zsyła Bóg. Mój Bóg był bogiem kochającym, ale głównie cierpiącym, który poprzez cierpienie wyzwala i daje zmartwychwstanie. Męka wpisana w życie Jezusa stała się jego udziałem w moim życiu. Nie buntowałam się nigdy: cierpliwie i w duchu poświęcenia niosłam swój krzyż. Nie pytałam: Dlaczego ja? Jaki jest w tym sens? Ufałam Mu bezgranicznie. Patrzyłam na swoje życie ze spokojem i z dumą, ale jednocześnie z uczuciem pustki i samotności. Nie miałam pojęcia, co to znaczy być blisko Boga, czuć się bezpieczną oraz spełnioną na polu zawodowym i osobistym. W 2020 roku minęło dwanaście lat od postawienia diagnozy, a ja wciąż pamiętam uczucie, które towarzyszyło mi na początku tego wydarzenia: strach mieszał się z przerażeniem. Moja niepewność co będzie każdego kolejnego dnia, uderzała w dziewczynki. Każdy dzień był dzielony na czas dla męża i czas dla nich.
Jednocześnie męczyło mnie poczucie pustki i pesymizm. Od dnia, w którym usłyszałam diagnozę, przez trzy tygodnie nie potrafiłam rozmawiać z dziećmi na temat ich ojca. Zastanawiałam się, co mam im powiedzieć i jakich użyć słów, by nie wywołać lęku i poczucia straty. Czy są jakiekolwiek słowa, które nie brzmiałyby zbyt poważnie w obliczu śmiertelnej choroby? Tata będzie zdrowy? A może po prostu: Nie wiem. Tak mało mam wspomnień związanych z córkami, ze wspólnymi zabawami czy czytaniem bajek. Wydarzenia związane z dziećmi malują się przede mną jak obraz za firanką – są zamglone. Za to ze szczegółami potrafię opowiedzieć każdą wizytę u lekarza, każdy zabieg i wydarzenie powiązane z mężem i jego chorobą.”

Leave a Reply

%d bloggers like this: